|
BIULETYN PARAFIALNY PARAFII PW. ŚWIĘTYCH APOSTOŁÓW w CHWASZCZYNIE |
||
|
XV NIEDZIELA ZWYKŁA |
14.07.2013 rok |
Rok I nr 90 |
Redakcja: Ks. Piotr Gruba i Młodzież
MOC TRUDU PIELGRZYMOWANIA Cd.
Pierwsze pielgrzymi pierwszych chrześcijan
Po szerokiej działalności apostolskiej pierwsi chrześcijanie pielgrzymowali do miejsc pobytu Chrystusa. W III w. pewien pątnik z Galii opisywał, że widział kamień, przy którym Judasz zdradził Jezusa. We wczesnym średniowieczu miejscem czci pątników stały się także groby męczenników. Wiemy również o prześladowaniach, jakie spotykały wiernych, którzy nawiedzali grobowce męczenników znajdujące się poza murami miasta. Przypomnijmy, że zgodnie z obyczajem rzymskim początkowo grzebano zmarłych wzdłuż dróg wylotowych z miasta (później w tych miejscach powstawały słynne rzymskie katakumby).
Gdy minęła epoka prześladowań, po edykcie Konstantyna Wielkiego (w 313r. wprowadzono wolność wyznania w Cesarstwie Rzymskim) męczenników zaczęto chować w kościołach, w pobliżu ołtarza. Odtąd pątnicy zmierzali do miast, w których przechowywano relikwie. Niejednokrotnie celami pielgrzymki były pustynne odludzia, miejsca życia i modlitwy pobożnych pustelników, którzy porzucili społeczeństwo, by w ten sposób dawać świadectwo swego zawierzenia Bogu. Świątobliwi asceci służyli innym swoją radą i duchową pociechą. Szczególnie często wierni nawiedzali ascetów, którzy w radykalnie skrajny sposób wyrażali pokutę, np. znaczną część doby modlili się stojąc na kolumnach, bez żadnej osłony.
Ruch pielgrzymkowy musiał być dość intensywny, skoro dla przykładu św. Antoni wielokrotnie zmieniał miejsce pobytu na pustyni, ponieważ nie mógł spokojnie modlić się z powodu licznych odwiedzin. Wiemy też, że pewien diakon z Aleksandrii założył rodzaj biura pielgrzymkowego, ponieważ wystawiał przepustki do odwiedzenia św. Antoniego.
Od początku chrześcijaństwa były znane pielgrzymki do miejsc, w których moc Boża objawiła się przez aniołów, szczególnie przez św. Michała Archanioła. Jedno z takich sanktuariów św. Michała znajduje się w Normandii, nad samym brzegiem oceanu. Wg legendy w 709 roku biskupowi Avranches, świętemu Aubertowi, objawił się św. Michał Archanioł, prosząc o zbudowanie kościoła na skale. Biskup dwukrotnie zlekceważył prośbę aż do momentu, kiedy św. Michał, dotknąwszy palcem biskupiej głowy, wypalił w niej dziurę, ale pozostawił nieszczęśnika przy życiu. Owa Góra św. Michała już w średniowieczu stała się tradycyjnym miejscem pielgrzymowania dzieci i młodzieży.
Rozkwit pielgrzymowania
W wiekach średnich zrodziły się także pielgrzymki do takich miejsc, w których były figurki lub obrazy słynące łaskami. Prowadziły do nich specjalne trasy pielgrzymkowe. Przy nich budowano kościoły, klasztory i specjalne schroniska, by pątnicy mogli otrzymać konieczną im pomoc duchową i materialną. Podejmowanie takiej pielgrzymki było czasem jednym z najważniejszych aktów religijnych w życiu, wymagających nie tylko hartu ducha, ale i wyjątkowych przygotowań. Pątnikami stawali się ludzie wszystkich stanów. Dla przykładu, z biografii Kartezjusza dowiadujemy się, że dwukrotnie pielgrzymował on do Świętego Domku Maryi w Loreto (wg legendy jest to nazaretański dom Maryi).
Powróćmy na chwilę do biblijnej opowieści o Eliaszu. Na górze Horeb prorok został umocniony. Otrzymał misję namaszczenia królów oraz nieustannego karcenia i pouczania Izraela. A więc pielgrzymowanie to doświadczenie obecności Pana, które sprawia, że człowiek rozpoznaje, że został posłany. To przeżywa każdy pątnik. Trudzi się, aby spotkać Boga i poprzez to spotkanie odnaleźć sens swego istnienia, nadać mu nadprzyrodzony wymiar.
Trud pielgrzymowania w odróżnieniu od czasów starożytności przybiera teraz inną formę, a także kierują nim różne motywy oraz intencje. Jest to rodzaj katechezy, który bierze pod uwagę formę pobożności wiernych i religijności ludowej: „Zmysł religijny ludu chrześcijańskiego zawsze znajdował wyraz w różnorodnych formach pobożności, które otaczały życie sakramentalne Kościoła. Są to: cześć oddawana relikwiom, nawiedzanie sanktuariów, pielgrzymki, procesje, droga krzyżowa, tańce religijne, różaniec, medaliki, itp.” (KKK). Są one wzbogaceniem życia chrześcijańskiego i czuwaniem nad rozświetlaniem światła wiary.
Pielgrzymka jest wyrazem przyrzeczenia Bogu określonego czynu w myśl przykazania: „Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz” (Mt 4,10). Jest to wyraz „(…) szacunku należnego Boskiemu Majestatowi i miłości wobec wiernego Boga” (KKK). Pielgrzymowanie jest metaforą życia chrześcijanina. Ta myśl powraca w rozważaniach św. Pawła i św. Piotra. Pierwszy Papież wprost nazywa człowieka pielgrzymem bez swojej ojczyzny (por. 1 P 2,11). W listach św. Pawła czytamy: „wiemy, że jak długo pozostajemy w ciele, jesteśmy pielgrzymami, z daleka od Pana" (2 Kor 5,6). Kościół pielgrzymką nazywa żywot ziemski, którego zwieńczeniem jest miejsce w chwale zbawionych w niebie: „Śmierć jest końcem ziemskiej pielgrzymki człowieka, czasu łaski i miłosierdzia, jaki Bóg ofiaruje człowiekowi, by realizował swoje ziemskie życie według zamysłu Bożego i by decydował o swoim ostatecznym przeznaczeniu” (KKK).
Od wieków każdy pątnik idzie śladami Eliasza. Bóg jest zawsze i wszędzie obecny, ale są takie miejsca, w których Jego obecność zostaje niejako „spotęgowana". Tam człowiek potrafi usłyszeć Boga tak jak Eliasz - w lekkim powiewie wiatru. Pielgrzymka to swoista przestrzeń - podobna do drogi ku świętej górze Horeb. W niej i poprzez nią Bóg staje się człowiekiem, aby go przemienić i wezwać do urzeczywistniania powołania.
Jasna Góra
W Polsce zachowały się liczne świadectwa pielgrzymek do różnych sanktuariów w całej Europie i do Ziemi Świętej. Ale chyba najsłynniejsze napisał Władysław Reymont po pielgrzymce do najbardziej znanego sanktuarium w Polsce – na Jasną Górę. Był rok 1894. Dwudziestosiedmioletni, jeszcze nieznany nikomu literat, a bardziej dziennikarz, uczestniczył w tradycyjnej pieszej pielgrzymce z Warszawy na Jasną Górę. Gdy potem opisywał swoją pątniczą drogę, znakomicie utrwalił nie tylko obyczajowość pielgrzymowania, ale przede wszystkim przemianę duchową, która dokonała się w nim samym. Z Warszawy wyruszył ktoś, kto patrzył na pielgrzymkę z pełnym sceptycyzmu dystansem, ale przed Jasnogórskim Obrazem stanął już człowiek zupełnie inny wewnętrznie: „Ciała znikały, pozostawały tylko twarze w rysach i wyrazie, i oczy coraz więcej płonące gorączką. Milkły indywidualności i zlewały się z sobą. Nie było już znać szlachty, chłopów, mieszczan, kobiet ani mężczyzn, wszystko spływało się w tej jednej, rozpalonej do białości, fali religijnego uniesienia. (…) Jestem tylko tętnem jednym tego serca, co ma przeszło cztery tysiące głów. (...) Kogóż tu można olśnić i czym... wobec hipnozy, jaką wywiera cel podróży?” (Pielgrzymka na Jasną Górę, W. Reymont). Reymont potrafił rzetelnie opisać, jak bardzo pielgrzymowanie przemienia człowieka, ponieważ sam to przeżył.
„Można na różne sposoby pisać dzieje Polski, zwłaszcza ostatnich stuleci, można je interpretować wedle wielorakiego klucza. Jeśli jednakże chcemy się dowiedzieć, jak płyną te dzieje w sercach Polaków, trzeba przyjść tutaj. Trzeba przyłożyć ucho do tego miejsca. Trzeba usłyszeć echo całego życia narodu w Sercu Jego Matki i Królowej" - te słowa w 1979 wypowiedział do nas Jan Paweł II podczas Mszy Świętej na Jasnej Górze. Trzeba nam, pielgrzymom, przyłożyć ucho do tego miejsca.
Sprowadzony na Jasną Górę w 1382 roku przez księcia Władysława Opolczyka obraz Matki Bożej, na początku XV wieku stał się słynny z powodu cudów, które się działy w klasztorze. Wieść o nich była impulsem dla wierzącego ludu, aby tam przybyć. W pielgrzymce przybywali do Częstochowy nie tylko ludzie prości, lecz także książęta, królowie. Z biegiem lat pielgrzymi zaczęli się organizować w grupy, które przybywały na uroczysty obchód świąt maryjnych z ówczesnego Królestwa Polskiego, jak również ze Śląska, z Moraw, Prus i Węgier.
W przeszłości były różne utrudnienia zewnętrzne, podyktowane najczęściej sytuacją polityczną w naszej Ojczyźnie, zwłaszcza w czasie zaborów i okupacji. W roku 1792 wszyscy pielgrzymi zostali wymordowani w miejscu, które od tego faktu wzięło nazwę Groby Pątnicze. Historia tego miejsca wiąże się z pierwszym rozbiorem Polski. Był to okres ograniczeń ruchu ludności, kiedy toczyły się przetargi, do którego z zaborców ma należeć Częstochowa. W tym czasie Prusacy przystąpili do zajmowania tej części Polski, a w 1792 roku wymordowana została cała Pielgrzymka Warszawska. Akcję tę potraktowano jako egzekucję polityczno-wojskową, a zabitych pochowano na miejscu tragedii.
Podczas okupacji hitlerowskiej pielgrzymów próbowano zawracać z drogi, ale ci, choć spóźnieni, zawsze docierali do Sanktuarium Narodu. Wychodząc z okolic Warszawy, nawet w czasie Powstania Warszawskiego, dotarły na Jasną Górę grupy pielgrzymów.
Każda pielgrzymka piesza staje się podobną do wielkiego obozu wędrownego. W sierpniu Częstochowa z każdej strony otoczona jest wieloma takimi „obozami". Z różnych stron Ojczyzny rozpoczynają swój żywot i jak rzeki spływają do jednego morza, tak „obozy wędrowne" podążają do jednego miejsca, aby słuchać swojego Wodza i Jego Matki.
Moc pielgrzymowania
Gdy wyruszasz na pielgrzymkę, rozpoczynasz coś nowego: dom i przeszłość zostawiasz za sobą. Jesteś jak Abraham, do którego Bóg powiedział: „Wyjdź z twej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci wskażę" (Rdz 12,1). Oto wychodzisz i dowiadujesz się, że takich, do których Bóg powiedział te słowa, jest bardzo wielu. Spotykasz się z tymi, którzy choć na kilka dni, lub choć na kilka godzin porzucili wygodę, dom, łóżko, ciepłą wodę, ulubione napoje i potrawy. Zostawili też swoich rodziców, znajomych, przyjaciół.
Na pielgrzymim szlaku nawet kilka kilometrów wystarczy, żeby wyzbyć się wygórowanego mniemania o sobie. Wystarczy kilka zimnych poranków, aby szybko ostygł twój zapał: „Panie, oto jestem, poślij mnie” (Iz 6,8). W spiekocie dnia szybko poznasz, czym jest pragnienie i co znaczy słowo: „Pragnę!” (J 19,28). Po trzydziestu kilometrach wejdziesz do świątyni i zdejmiesz niechcąco sandały, a potem dowiesz się, że... „miejsce, na którym stoisz jest ziemią świętą” (Wj 19,28). „Ktokolwiek chce stanąć przed tronem, niech się zaprze samego siebie” (Łk 9,23).
W pielgrzymce idzie się razem z innymi do określonego miejsca i jako niezauważalny i niezwykle pożyteczny „skutek uboczny" naszego pielgrzymowania dochodzi się do siebie, odkrywa się prawdę o Bogu, o świecie, o sobie samym. To wszystko przychodzi łatwo, gdyż pielgrzymka jest tak zorganizowana, że pozwala na swoistą celebrację życia. Poranna jutrzenka budzi pielgrzyma, a jej ciepło i światło pozwala wychwalać Stwórcę za wszelkie Jego dobrodziejstwa. Kto po deszczowej nocy zobaczy słońce, od razu uśmiecha się do życia. Po umyciu się wodą ze strumienia, widzisz jasno i wyraźnie, a gdy spakujesz swój bagaż, możesz zawołać: „Zacznijcie wargi nasze chwalić Pannę Świętą...”. I chwalisz Ją całymi godzinami przez pieśni, różaniec, litanię. Na pielgrzymce dochodzi się do siebie łatwo, albowiem nieustannie, jak do uczniów idących do Emaus, podchodzi ów Nieznajomy jako obecny w Słowie, w Eucharystii, w osobie kapłana, w drugim pielgrzymie. Krok po kroku zbliżasz się do celu pielgrzymki i zbliżasz się do Boga. Skoro Jezus sam podchodzi do uczniów, to będąc w drodze z Nim nie musisz się martwić, co będziesz jeść, co będziesz pić. Gdziekolwiek się udasz, Jezus przygotuje ci strawę, posługując się ludźmi, dla których ty jesteś człowiekiem Bożym. Oni czynią to dla ciebie, ale przede wszystkim dla Boga.
Mogłoby się wydawać, że pielgrzymka jest jeszcze jedną okazją do ujawnienia swego instynktu samozachowawczego - aby przetrwać. Idący po raz pierwszy nie mogą się nadziwić, skąd w tak trudnych warunkach bierze się tyle dobra. Jeżeli odważysz się iść samotnie, wówczas możesz podziwiać świat w pokoju, masz wiele czasu na refleksję nad własnym życiem. Po dwóch, trzech dniach, czy paru godzinach, znika zakłopotanie. Potęguje się przeświadczenie, że Bóg nie ma względu na osoby: słońce świeci jednakowo na każdego i deszcz przenika wszystkich tak samo. Wszyscy pielgrzymi są sobie równi.
Wiele można mówić i pisać o pielgrzymce, przedstawiać ją na wiele sposobów i z różnych stron. Niektórzy pozostają tylko na widzialnej stronie, zamykając całą rzeczywistość Bożą w statycznych ramach. Pielgrzymka od strony widzialnej to „wędrowny obóz", a od niewidzialnej to szereg nawróceń, refleksji nad sobą, tysiące spowiedzi i rozmów prostujących zagmatwane ludzkie drogi. Pielgrzymka to rekolekcje w drodze z wyraźnym celem dojścia. W aspekcie fizycznym pielgrzymka kończy się radosnym spojrzeniem w zatroskane oczy Matki i powierzeniem Jej tego wszystkiego, co się wydarzyło na drodze życia. W sferze ducha pielgrzymka powinna trwać nadal, a wtedy konieczne jest „przyłożenie ucha do tego miejsca", aby usłyszeć to, co Matka chce nam przekazać od Syna: usłyszeć, aby innym wrócić do swojej codzienności.
Pielgrzymka do Matki Bożej Królowej Kaszub
Sanktuarium Sianowskie położone jest w północnej części Szwajcarii Kaszubskiej.
Od wieków słynie jako miejsce kultu Najświętszej Bogurodzicy, która pośród lasów, jezior i wzgórz wybrała sobie miejsce. W sposób szczególny czczona jest tu Maryja z Dzieciątkiem w postaci niewielkiej gotyckiej figurki. Legenda mówi, że figurkę otoczoną niebiańskim blaskiem znaleziono w paprociowym krzaku. Zaniesiono ją do krzyżackiej kaplicy w Mirachowie, jednak 3-krotnie wracała do Sianowa, gdzie odczytano to jako znak Boży i wybudowano Jej świątynię. Sama figurka dwukrotnie cudem ocalała z pożarów sianowskiej świątyni.
W 1966 roku na mocy dekretu papieża Pawła VI, Pani Sianowska została ukoronowana papieskimi koronami. W nocy z 23 na 24 kwietnia 2002 roku w Sianowie dokonano strasznego świętokradztwa. Nieznani sprawcy zdarli z Sianowskiej Pani i Dzieciątka Jezus insygnia władzy królewskiej oraz wota dziękczynne. Rekoronacja odbyła się 21 lipca 2002 roku podczas Szkaplerznego Odpustu Sianowskiego. W uroczystości uczestniczyło 15 tys. wiernych, z czego większość przybyła pieszo. Maryja Sianowska jest patronką szczególnie młodzieży. Co roku przybywają tutaj pielgrzymki z rejonu Kaszub, Pomorza i całej Polski. Powiadają w tych stronach, że aby szczęśliwie zawrzeć związek małżeński, odbyć trzeba pielgrzymkę do Sianowskiej Pani. W 2012 roku Sanktuarium Sianowskie nawiedziło 228 zorganizowanych grup pielgrzymkowych i turystycznych, czyli 16044 osoby.
Także i nasza parafia w Chwaszczynie od kilku lat udaje się do Matki Bożej Królowej Kaszub – Sianowskiej Pani – aby złożyć Jej nasze troski i kłopoty, aby dziękować za odebrane łaski i prosić we własnych intencjach, ofiarowując trud pielgrzymowania.
Pielgrzymi z Chwaszczyna po raz pierwszy w sposób zorganizowany przyłączyli się do III Pielgrzymki Pieszej do Sianowa z Banina w 2005 roku. Rok później pątnicy z Chwaszczyna wyruszyli już samodzielnie. W tym roku do Najświętszej Panienki pójdziemy po raz ósmy. Przez naszą parafię wędrują trzy piesze pielgrzymki, do których parafianie mogą się dołączyć: pielgrzymka z Oliwy do Wejherowa, pielgrzymka z Gdańska-Chełmu do Wejherowa (w tym roku po raz pierwszy po 200 latach przerwy) i gdyńska pielgrzymka na Jasną Górę.
Jednak warto wspomnieć, że pielgrzymka do Królowej Kaszub z Chwaszczyna jest JEDYNĄ pielgrzymką, którą współorganizuje nasza parafia. Dlatego tak bardzo mocno zachęcamy wszystkich parafian do wzięcia udziału w tym pięknym i owocnym wydarzeniu, gdzie podczas wędrówki możemy podziwiać piękno Bożego stworzenia i zanieść swoje intencje przed tron Maryi. Oderwijmy się raz w roku na kilka godzin od codziennych prac i obowiązków, i wraz z całą pielgrzymką podczas modlitw i rozmów, podczas marszu i postoju, podczas śpiewu i milczenia zanieśmy przebłagania, dziękczynienia i prośby do Matki Bożej Królowej Kaszub. Nie musisz iść na całą trasę pielgrzymki – wystarczy, że ofiarujesz to kilka kilometrów. Zawsze możesz skorzystać z powozu, który pozwoli Ci choć chwilę odetchnąć i nabrać nowych sił. Trasa nie jest długa – liczy 27 kilometrów. Na pielgrzymkę do Sianowa z naszej parafii idą ludzie w różnym wieku – od dzieci mających kilkanaście lat do osób starszych mających ich ponad siedemdziesiąt! Na trasie pielgrzymki dołączają wierni z innych parafii i razem z nami podążają do Najświętszej Panienki. W zeszłym roku z Chwaszczyna do Sianowa podróżowało 83 pątników.
Mamy nadzieję, że w tym roku znacznie powiększymy tę liczbę. Weź ze sobą siostrę i brata, mamę i tatę, babcię i dziadka, bliskich, krewnych, przyjaciół, znajomych. Podziękuj Maryi za udany rok szkolny, za zdane egzaminy, za zdrowie rodziców, za przyjaciół i rodzinę. Proś Matkę Boską o Boże błogosławieństwo na dalsze lata życia, proś o to, aby nigdy nie zabrakło chleba, proś o uzdrowienie i nawrócenie, proś o udane plony i zbiory. To tylko parę godzin, kilkadziesiąt kilometrów…
Chodźmy całą parafią do Pani Sianowskiej. Mamy w końcu za co dziękować i o co prosić. Wszystko to, co się dzieje wokół nas – zwłaszcza dzieło budowy nowej świątyni – jest zasługą hojności wszystkich parafian, ale także i wsparciem naszych orędowników w niebie. Dziękujmy za to, że w ciągu niespełna dwóch lat nowy kościół w Chwaszczynie jest na takim etapie budowy, dziękujmy za posługę i pracę kapłanów naszej parafii, dziękujmy za ks. neoprezbitera Krzysztofa Paska, który 1 czerwca br. przyjął święcenia kapłańskie i został posłany na wielkie żniwo. Prośmy o dalsze wsparcie budowy nowej świątyni i o siłę oraz zdrowie dla ks. proboszcza Piotra, który wraz z parafianami buduje kościół na Bożą chwałę, prośmy o liczne powołania kapłańskie dla naszej archidiecezji, zwłaszcza z naszej parafii. To tylko parę godzin, kilkadziesiąt kilometrów…
Polecajmy podczas pielgrzymki Bożemu miłosierdziu wszystkich zmarłych z naszych rodzin, wszystkich, którzy odeszli w ostatnim roku. Polećmy wszystkie troski i zmartwienia Królowej Kaszub, prośmy o życie wieczne dla zmarłych. To tylko parę godzin, kilkadziesiąt kilometrów…
Pokładaj ufność i nadzieję w Panu
Nasz najmniejszy trud i wysiłek ma potężne i obfite owoce! Nie zapominajmy, że tylko w Bogu winniśmy pokładać nadzieję: „Bojący się Ciebie widzą mnie i cieszą się, bo pokładam ufność w Twoim słowie” (Ps 119, 74). Pamiętaj, masz za co dziękować i o co prosić. Bez Bożej pomocy nie dasz sobie rady, tylko w Bogu jest nasza nadzieja: „Miej nadzieję w Panu i strzeż Jego drogi, a On cię wyniesie, abyś posiadł ziemię (…); a teraz w czym mam pokładać nadzieję, o Panie? W Tobie jest moja nadzieja. Złożyłem w Panu całą nadzieję, On schylił się nade mną i wysłuchał mego wołania” (Ps 37,34; 39,8; 40,2). To tylko parę godzin, kilkadziesiąt kilometrów…
„Szczęśliwy każdy, kto boi się Pana, który chodzi Jego drogami! Bo z pracy rąk swoich będziesz pożywał, będziesz szczęśliwy i dobrze ci będzie” (Ps 128, 1-2).
Opracował: Karol