|
BIULETYN PARAFIALNY PARAFII PW. ŚWIĘTYCH APOSTOŁÓW |
||
XXIV NIEDZIELA ZWYKŁA |
13.09.2020 rok |
Rok VIII nr 463
|
Redakcja: Ks. Piotr Gruba i Młodzież
Przez cierpienie do radości
Życie każdego z nas pełne jest radości i cierpienia. Lubimy przeżywać radość, ale nie lubimy cierpienia. Uciekamy od niego, co jest zrozumiałe, ale tak naprawdę nie da się od niego uwolnić. Człowiek kojarzy sobie cierpienie z czymś, co musi być, ale jednocześnie z czymś, co jest przykre, niechciane, nawet tragiczne. Tymczasem nasz Mistrz, Pan Jezus sam, z własnej woli zdecydował się na cierpienie. Tak, jak sam mówił, nikt mu życia nie odbierał, tylko sam je miał oddać. Taka postawa wydaje się nam niezrozumiała. Przecież nikt z nas nie chce cierpieć dobrowolnie.
Skoro cierpienie, tak jak i radość czy szczęście towarzyszy nam nieustannie, dobrze jest zastanowić się nad jego sensem i nad jego treścią. Dobrą pomocą w rozumieniu cierpienia może być dla nas postawa Matki Bożej Bolesnej, której uroczystość będziemy przeżywać właśnie w tym tygodniu.
Odwiedzając różne sanktuaria w Polsce warto zwrócić uwagę na jedno z nich, które mieści się w miejscowości Skrzatusz, w diecezji koszalińsko – kołobrzeskiej. Jest tam cudowna Pieta Skrzatuska, która powstała w XV wieku. Jako, że Pieta po włosku znaczy mniej więcej „miłosierdzie”, „litość”, jest to bardzo wymowne sanktuarium, bo pokazuje sens cierpienia.
Ciekawa jest historia tej rzeźby, którą luteranie chcieli zniszczyć, ale została odkupiona od nich przez pewnego garncarza z Piły, a potem przez mieszkankę Skrzatusza, która oddała ją do drewnianego kościoła. Czytając dalsze dzieje możemy ubogacić się świadectwami ludzi, którzy doznali uzdrowienia jak również rozważać sens cierpienia, które tak naprawdę prowadzi do radości.
W zasadzie figura Piety znajduje się niemal w każdym kościele. Matka Boża nie trzyma w niej Pana Jezusa, jako małego dziecka, ale umęczonego męczeńską śmiercią Zbawiciela. Taki obraz Matki i Syna wydaje się być tragiczny, bo któżby chciał przeżyć śmierć własnego dziecka! Jednakże postawa Matki Bożej Bolesnej bardzo nas ubogaca, ponieważ uczy nas znoszenia wszystkiego w imię miłości. Po ludzku taki tragizm to koszmar. Ale po Bożemu nie, ponieważ śmierć Chrystusa nie była końcem Jego życia, ale początkiem nowego porządku. Bo Jezus zwyciężył śmierć!
Właśnie zmartwychwstanie jest sensem cierpienia. Musimy pamiętać o tym, że jeśli cierpimy nie sami, ale razem z Chrystusem i Matką Bolesną, możemy być pewni, że nasze cierpienie będzie nie końcem szczęścia, ale początkiem nowej, lepszej rzeczywistości. Warto tu przedstawić następujący przykład: Pewna osoba doznała wypadku na wczasach w Egipcie. Miała tam operację, a potem na wózku inwalidzkim służby medyczne transportowały ją drogą lotniczą i lądową do Polski. Oczekując na lotnisku obserwowała ludzi mijających ją. Wówczas pomyślała tak: „Jacy oni szczęśliwi, bo mogą chodzić, a ja nie. Do tej pory nie doceniałam tego, co miałam”. Po kolejnej operacji i rehabilitacji władze w nogach wróciły, chociaż został pewien stopień niepełnosprawności. Od tej chwili ta osoba patrzy już inaczej na życie. Zaczęła doceniać drobne sprawy, które dla ludzi są normalnością, a dla niej są teraz szczęściem.
Dobrze jest znaleźć nie tylko sens, ale też pozyskać umiejętność dostrzeżenia dobrych owoców cierpienia, czyli doświadczyć, jaki nowy początek daje nasze cierpienie. Warto nauczyć się zapraszać Pana Jezusa i Jego Matkę do naszego cierpienia. Nie należy cierpieć samemu, nie należy zamykać się we własnej skorupie. Nawet Pan Jezus nie cierpiał zupełnie sam. Co prawda został sam, kiedy Apostołowie Go opuścili, ale miał Matkę, która Go wspierała poprzez współcierpienie oraz garstkę wyznawców, którzy stali pod krzyżem.
Starajmy się w czasie cierpienia mieć przed oczami figurę Piety.
Maria