|
BIULETYN PARAFIALNY PARAFII PW. ŚWIĘTYCH APOSTOŁÓW w CHWASZCZYNIE |
||
|
NIEDZIELA – UROCZYSTOŚĆ TRÓJCY PRZENAJŚWIĘTSZEJ |
15.06.2014 rok |
Rok III nr 138 |
Redakcja: Ks. Piotr Gruba i Młodzież
„PÓJDŹ ZA MNĄ”
Zacząć od krzyża …
„Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mego i Ewangelii, zachowa je”(Mk 8, 34b-35).
Słowo Boże zawarte w Piśmie świętym i nauczaniu Kościoła jest nie tylko źródłem wiedzy czy zbiorem pouczeń. Bóg chce, aby Jego słowo było ŻYWE w naszych sercach, przenikało je i przynosiło owoce w naszym życiu. Aby mogło tak być, należy nie tylko wysłuchać słowa i poznać dokładnie jego treść, ale przede wszystkim PRZYJĄĆ je, czyli wcielić w życie.
Można zacząć od …. KRZYŻA. Jest on centralnym symbolem naszej wiary i źródłem naszego odkupienia.
Tak wiele można dowiedzieć się o krzyżu z kart Ewangelii, katechez, homilii, lecz wcale nie przyjmować go w swoim życiu – może ze strachu przed cierpieniem czy też z powodu braku akceptacji własnego życia. Ale to właśnie przez krzyż wiedzie najprostsza droga do Chrystusa!
Gdy spotykam się z cierpieniem w moim życiu lub życiu innych, zawsze udaję się pod krzyż Chrystusa i trwam tam w cichej adoracji, łącząc się z Maryją, Marią i Marią Magdaleną, które niegdyś wiernie stały pod krzyżem umierającego Chrystusa, współcierpiąc za ludzkość. Pod krzyżem odnajduję sens cierpienia i nadzieję cudu przemiany, łaskę uzdrowienia duszy i ciała. I właśnie wtedy tak bardzo bliska staje się prawda o zbawieniu, która wiedzie przez krzyż, a którą tak często oddalamy od siebie, odkładamy na później.
To pod krzyżem Chrystusa odnalazłam spokój po usłyszeniu diagnozy lekarza, że mam nowotwór. Dzięki temu w szpitalu mogłam dać żywe świadectwo wiary, ale nie przez samo cierpienie, bo cierpieli tam wszyscy, ale poprzez postawę ufności Bogu, która była widoczna w darze pokoju, opanowaniu, nadziei, które Chrystus wlał w moje serce.
Gdy znów trafiłam do szpitala przed poronieniem pierwszego dziecka, ból po utracie dziecka potęgowała dodatkowo świadomość, że na tym samym piętrze leżały kobiety po zabiegu aborcji (która była niegdyś legalna). Wtedy znów stanęłam przed krzyżem Chrystusa, z wyraźnie uformowanym w sercu pytaniem : „ Dlaczego? Dlaczego te kobiety pozbywają się nienarodzonych dzieci, a ja, która tak bardzo chciałam urodzić swoje dziecko, straciłam je?” Odpowiedź z krzyża wydawała się zaskakująca. Zobaczyłam bowiem, jak bardzo Pan Jezus cierpi z powodu zabijania nienarodzonych dzieci oraz jak miła byłaby dla Niego moja ofiara, ofiara mojego cierpienia w ich intencji. Wtedy oddałam swoje dziecko, które utraciłam i swój ból we wskazanej mi intencji i … odzyskałam spokój.
Przykłady cierpień w moim życiu oraz w życiu wielu innych można mnożyć. Czasami wydaje się, że nie ma wyjścia, że nie ma żadnej nadziei na rozwiązanie trudnych, zagmatwanych i skomplikowanych spraw w naszym życiu. Ale dobrze jest w każdej sprawie udać się pod krzyż. Bo krzyż nie jest źródłem naszego cierpienia, jak nam się często wydaje, lecz jest on drogą wyzwolenia w cierpieniu. Tam zawsze można spotkać Jezusa. On czeka na każdego, kto chce pójść za Nim.
Zawsze, gdy wraz z Maryją stoję pod krzyżem Jezusa Chrystusa, najpierw łączę się z całą wspólnotą ludzi, którzy, gdziekolwiek będąc, czynią to samo. Proszę wtedy w intencji całej „wspólnoty ludzi pod krzyżem”, a następnie składam u stóp krzyża swoją intencję, oddając własne cierpienie jako ofiarę w najbardziej pilnych sprawach. Dla Pana Jezusa najpilniejszą sprawą jest … nasze zbawienie. Dlatego pokochajmy krzyż i nie bójmy się nosić go w sercu, bo jest on naszą wolnością. Pamiętajmy, kto na nim cierpiał dla każdego z nas!
Adoracja krzyża jest źródłem wielkiej mocy i siły w każdej chwili mojego życia. Prowadzę ją codziennie – w okresie Wielkiego Postu, w święta Bożego Narodzenia, nawet w okresie karnawału. Każda pora roku jest na to odpowiednia. Odmawiam Drogę Krzyżową oraz ułożoną przeze mnie Koronkę Do Krzyża Świętego (potwierdzoną przez kapłana jako modlitwę do prywatnego odmawiania). Potem trwam pod krzyżem w milczeniu, słuchając sercu głosu Boga. Owocem mojej prywatnej adoracji jest spokój, siła wytrwania, nadzieja i pewność, że nie jestem sama w żadnym problemie i żadnej sprawie. W ten sposób każde cierpienie nabiera sensu, bo uczę się cierpieć tak, jak czynił to sam Pan Jezus.
„Jezu Chryste, Królu w koronie cierniowej, naucz nas nosić krzyż naszego życia w wierze, nadziei i miłości…”
Maria